2016.03.18 Męska Droga Krzyżowa

Przeżyliśmy wspólnie Męską Drogę Krzyżową. Dlaczego Droga Krzyżowa tylko dla mężczyzn? Chcieliśmy pochylić się nad tym, co w męskiej duszy siedzi. Oddać Bogu to, co męskie myśli zajmuje: nasze trudności, zmagania, problemy. Spędzić trochę czasu w męskim gronie, w którym każdy z nas mógł mieć pewność, że jego brat obok też może przeżywać to samo, w podobny sposób patrzeć na świat.

mdk2

Wyruszyliśmy w piątek, 18 marca 2016 r., o godz. 20:00, z parkingu przy Puszczy, znajdującego się przy kapliczce św. Huberta; w miejscu, gdzie Droga Królewska skręca w lewo prowadząc do Zabierzowa Bocheńskiego (zaznaczone strzałką na mapie). Trasa biegła przez Puszczę, wg mapy zamieszczonej poniżej.

mdk2016-trasa

W gronie 88 mężczyzn przeszliśmy ok. 5 km w niespełna 3 godziny. Nieśliśmy ze sobą ponad 4-metrowej długości krzyż, który stanie się częścią Grobu Pańskiego podczas obchodów Triduum Sacrum w naszym kościele.mdk1

Ten czas wspólnego kroczenia w męskiej zadumie, w otoczeniu wypełnionej ciemnością Puszczy, w ciszy przerywanej tylko odgłosem butów stąpających po leśnej drodze, był czasem szczególnym. Rozważania, oparte o stacje tzw. Biblijnej Drogi Krzyżowej, opracowanej przez św. Jana Pawła II, skłaniały nas do pochylenia się nad powołaniem mężczyzny do wypełniania zadań, które stawia przed nami Pan Bóg – na polu rodziny, obrony wiary i stawania w prawdzie o sobie samym. Nie jest łatwo spojrzeć prawdzie w oczy. Nie jest łatwo świadczyć o Chrystusie, bronić Kościoła w dzisiejszych czasach. Nie jest łatwo walczyć o świętość swojej rodziny. Pan Bóg jednak nie wymaga od nas czynów ponad nasze siły i możliwości. Wystarczy oprzeć się na Nim, na Jezusie. Wystarczy wyciągnąć do Niego swoje ręce, wziąć SWÓJ krzyż i iść razem z Nim przez życie. Nie na Golgotę – to był cel Jezusa. My idziemy na spotkanie z Nim, z naszym Panem i Zbawicielem. Idziemy zająć miejsca, które On nam przygotował w Królestwie swego Ojca.

Do zobaczenia za rok!


Zdjęcia

Fotografował Karol Kotara – karolkotara.blogspot.com

mdk2016_gal1_thumb

Galeria nr 1

mdk2016_gal2_thumb

Galeria nr 2

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Rozważania Drogi Krzyżowej

 

Duchu Święty, który oświecasz serca i umysły nasze, dodaj nam ochoty i zdolności, aby ta Droga Krzyżowa była dla nas z pożytkiem doczesnym i wiecznym. Amen.

Stacja 1. Jezus w ogrodzie oliwnym

Panie Jezu, Ty przed swoją męką udałeś się na rozmowę z Ojcem. Nie chciałeś tego, nie chciałeś tej męki, nie chciałeś cierpieć ale sam powiedziałeś: „Ojcze… Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!”. Nie chciałeś ale postąpiłeś wg woli Ojca. Panie Jezu, ja też często nie chcę: nie chce MI SIĘ, nie chcę, bo się boję. Ty też się bałeś, bałeś się tego co ma nadejść. Bałeś się tak bardzo, że aż pociłeś się krwią. Ale poszedłeś, podjąłeś decyzję, że pójdziesz za wolą Ojca, że pójdziesz tą drogą. Do czego Cię to doprowadziło? Doprowadziło Cię to do naszego zbawienia. Zdeptałeś głowę szatana, który w ogrodzie oliwnym po raz ostatni poddawał Cię próbie.

Panie Jezu daj mi tą siłę, daj mi tą moc bym ja też potrafił iść za głosem Ojca. Potrafił iść za głosem Boga tam, gdzie On mnie posyła. Chociaż mi się nie chce, chociaż się boję, bym jednak pełnił jego wolę. Bo wiem, że to doprowadzi mnie do zbawienia. Zbawienia mojej duszy, do zbawienia mojej rodziny, moich bliskich.

Panie Jezu, Ty zanim podjąłeś tą decyzję modliłeś się długo i głęboko, wytrwale. Proszę Cię o tą łaskę bym ja też potrafił stawać przed Tobą każdego dnia, poświęcać ten czas na to, żeby rozmawiać z Tobą. Bo Ty jesteś źródłem siły i mocy. Ty dajesz tą siłę i moc, i Ty powodujesz, że mi się chce, że przestaję się bać. Dajesz mi siłę do tego żebym szedł i nie poddawał się.

Stacja 2. Jezus zdradzony przez Judasza

Panie Jezu, Judasz, Twój przyjaciel, Twój uczeń, ktoś, kto był najbliżej Ciebie, zdradził Cię. Zdradził Cię dla tych paru nędznych groszy… Chociaż właściwie nie to było przyczyną zdrady. Myślę, że Judasz nie kochał Cię, że w Ciebie nie wierzył, że w pewnym momencie stracił tą wiarę. Zaczął wątpić w Twoje słowo, w to, że Ty naprawdę jesteś Mesjaszem. Bo gdyby było inaczej nie zrobiłby tego, nie zrobiłby tego… Marnie skończył, marnie skończył. Powiesił się, ale nie to jest miarą marności końca jego życia. Skończył marnie, bo gdy zobaczył swój błąd nie prosił o wybaczenie. Wciąż był zamknięty na Ciebie, na Twoją miłość, na Twoje miłosierdzie, na to, że Ty go kochasz. Sam siebie potępił.

Panie Jezu, ja też wiele razy zdradzam Cię w moim życiu. Wiele razy odwracam się od Ciebie. Za każdym razem, kiedy zapominam o właściwej hierarchii w moim życiu, że Ty, Panie Boże, na pierwszym miejscu. Na drugim miejscu moja żona. Na trzecim moje dzieci. Potem gdzieś dalej moja praca, dalsza rodzina: rodzice, teściowie. Jeszcze dalej moja rozrywka, hobby, moje posługi. Panie Jezu, za każdym razem, gdy zapominam o tym, gdy schodzisz gdzieś na dalszy plan, na dalszy plan schodzi moja żona, moje dzieci, kiedy to wszystko się odwraca, miesza, wygląda zupełnie inaczej niż być powinno – właśnie w tym momencie zdradzam Ciebie. Twą miłość, którą nakazujesz obdarzać bliźnich. Panie Jezu, pomóż mi w takich momentach. Panie Jezu, wiem, że to prowadzi donikąd. Rozbijam relacje w małżeństwie, rozbijam relacje między moimi dziećmi, niszczę w ten sposób moją rodzinę. Prowadzi to donikąd. Po latach dzieci dorosną, nie będą chciały utrzymywać ze mną kontaktu, pójdą z domu. Żona poczuje się obco wobec mnie. Stanę w takim miejscu, jak Judasz, gdzie zobaczę… gdzie zobaczę swoją marność. Zobaczę jak nie potrafiłem stanąć na wysokości zadania. Panie Jezu, nie chcę tego! Chroń mnie przed tym! Pozwól mi o tym pamiętać każdego dnia, bym nie zdradzał Twojej miłości. Tej właśnie miłości, którą Ty nakazujesz, o której Ty mówisz, która jest dla mnie najważniejsza. Bóg, żona, dzieci, potem praca, dalsza rodzina i inne rzeczy.

Panie Jezu, co to znaczy, że Ty jesteś na pierwszym miejscu? To, że Ty jesteś na pierwszym miejscu chyba oznacza to, że muszę łamać w sobie mój egoizm w relacjach do mojej żony. Że nie ja i moje ego są najważniejsze, ale że ja się oddaję tak, jak Ty – przyszedłem żeby służyć a nie żeby mi służono. Jesteś na pierwszym miejscu wtedy, gdy staję się podobny do Ciebie, wtedy kiedy postępuję tak, jak Ty mnie tego nauczasz. Ty jesteś na pierwszym miejscu wtedy, kiedy jestem pełen cierpliwości do moich dzieci, kiedy jestem mądrym ojcem, wymagającym ale kochającym. Kiedy moja rodzina ma we mnie oparcie. Ty wtedy jesteś na pierwszym miejscu, kiedy solidnie wykonują moją pracę, kiedy nie kradnę, kiedy nie marnuję czasu. Wtedy Ty jesteś na pierwszym miejscu, bo daję świadectwo, bo wtedy Ty możesz być uwielbiony. Jesteś na pierwszym miejscu wtedy, kiedy żyję tym, czego mnie nauczasz. Jesteś na pierwszym miejscu wtedy, kiedy zaczynam dzień z Tobą, kiedy idę z Tobą w mojej obowiązki, w moje radości i smutki, kiedy zawsze o Tobie pamiętam – cokolwiek robię, robię na Twoją chwałę. Wtedy Ty jesteś na pierwszym miejscu.

Stacja 3. Jezus skazany przez Sanhedryn

Sanhedryn – najwyższa władza duchowa Izraela. A ponieważ Izrael żył wg prawa, które Bóg przekazał przez Mojżesza, była to także najwyższa władza świecka. Autorytet moralny. I cóż zrobił ten Sanhedryn? Nie chciał zobaczyć w Tobie Chrystusa. Sanhedryn, czyli kapłani, starsi ludu izraelskiego, każdy z ludzi, którzy tam należeli, a przynajmniej większość z nich, chciała Twojej śmierci. Chciała Twojej śmierci bo bluźniłeś wg ich oceny. Ale o co tak naprawdę chodziło? O władzę, o wpływy, o to, że byłeś niewygodny, że byłeś inny, że nawoływałeś do nawrócenia, prawdziwego oddania się Bogu. A oni tego nie chcieli, nie było im to na rękę. Skazali niewinnego.

Panie Jezu, ja też mam taką skłonność do tego, by osądzać, skazywać, oceniać. Też nie raz widzę rzeczy inaczej, niż są one w rzeczywistości. A Ty przecież sam powiedziałeś: nie sądźcie abyście nie byli sądzeni! Panie Jezu, ile razy widzę w telewizji polityków, krew się we mnie gotuje. Ile razy widzę ludzi myślących inaczej ode mnie i krzywo na nich patrzę. Ile razy ktoś zajedzie mi drogę samochodem, w myślach albo i słowach sypie się wiązka przekleństw. Ile razy, gdy moi najbliżsi zrobią coś, co mi się nie podoba, nie zastanowię się nad tym, tylko od razu osądzam, potępiam, choć nie wiem jak było. Nie wiem, że żona była zmęczona, zrobiła piętnaście rzeczy a nie zdążyła jednej – kurz na stole, bałagan w kuchni. Nie widzę tego, że poświęca się dla rodziny, widzę tylko jakieś powierzchowne bzdury a osądzam, oskarżam. Ile razy krzyczę na moje dzieci, karzę je za to, że mnie nie słuchają a nie pomyślę, że może za mało czasu im poświęcam, że może nie jestem dobrym ojcem, że mam z nimi słaby kontakt, że czują się samotne w swoich problemach. Tak łatwo jest wydać wyrok, kogoś osądzić. A tak trudno spojrzeć prawdzie w oczy, trudno popatrzeć w lustro na samego siebie. Trudno przyjrzeć się swojemu życiu. Proszę Cię, Panie, daj mi spojrzeć prawdzie w oczy. Bo tak jak powiedziałeś, tylko prawda mnie wyzwoli.

 

Stacja 4. Piotr wypiera się Jezusa

„Zaprawdę, powiadam ci: Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz”. Piotr, Skała, na której Ty, Jezu, zbudowałeś swój Kościół, wyparł się Ciebie. Bo się bał. Bał się, że spotka go ten los co Ciebie. Stchórzył, dokładnie tak samo jak, Panie Jezu, ja tchórzę. Boję się przyznać do ciebie, boję się wyznać moją wiarę, boję się bronić Ciebie i Twój kościół przed oczernianiem, przed opluwaniem, przed nieprawdziwą krytyką. Boję się.

To jest takie niemodne, to taki wyraz słabości. Wiara w jakieś zabobony, jakiegoś wymyślonego Boga, który każe jakoś się wysilać, pochylać się nad swoim życiem, nie pozwala korzystać z uciech tego świata. Co to w ogóle za bzdury? Jakiś kościół katolicki! Zobacz, zobacz ilu tam pedofilów, ilu tam gejów! Zobacz jak pazerny jest na kasę! Kościół? To tylko kwestia władzy. Jeszcze trzeba płacić na tych czarnych, z moich pieniędzy ich utrzymywać! Zobacz no na tego Rydzyka, który się maybachem rozbija. Ty chcesz dać się tak omamić? Stary! Przejrzyj na oczy!

Tak mówi mi świat. A ja? Cóż… Ja milczę. Cóż ja mogę powiedzieć… Milczę, a czasem nawet przytaknę bo cóż oni sobie o mnie pomyślą? Przecież nie mogę sobie pozwolić na to żeby mnie wykluczyli z grona swoich przyjaciół, kolegów. Ale czy ja tak naprawdę wierzę? Może po prostu nie wierzę? Bo gdybym wierzył, to bym powiedział: dosyć! Dosyć opluwania Chrystusa, mojego Pana i Zbawiciela! Dosyć oczerniania Kościoła! Moich braci i sióstr! Dosyć! Co wy wiecie na ten temat? Patrzycie tylko na to, co wam przyniesie korzyść. Karmicie się tylko tym, co świat pod nos wam podsuwa. Wierzycie w kłamstwo i nie macie ochoty poszukać prawdy! Co wy możecie o tym wiedzieć? I wy macie czelność opluwać, oczerniać, obrażać mojego Boga?! Dosyć! Nie pozwolę na to! Nie pozwolę na to, żeby mój Bóg był znieważany, choćby miało mi to przysporzyć problemów. Chociaż bym miał być wyśmiany i odrzucony, to tak ma być, o tym mówiłeś, Jezu:  „I będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mojego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”. Daj mi. Panie Jezu, żebym umiał tak świadczyć o Tobie. Daj mi Twojego Ducha, który będzie przeze mnie przemawiał. Bądź przy mnie. Daj mi odwagę.

 

Stacja 5. Jezus sądzony przez Piłata

Sanhedryn nie dał rady. Za małą miał władzę, więc wysłali Cię do okupanta, do Rzymianina. Ale on spojrzał na Ciebie inaczej. Spojrzał obiektywnie i nie znalazł w Tobie żadnej winy. Panie Jezu! Jesteś uratowany! Ale był inny problem. Piłat… Piłat był tchórzem, nie był człowiekiem honoru. Wolał zostawić to, w co wierzy, co czuje. Wolał iść za głosem ludu, bo przecież zamieszki, przecież co powiedzą… Lepiej mieć święty spokój. Jeden człowiek niewinny? Trudno – czasem trzeba poświęcić jednostkę dla dobra ogółu. Ja umywam ręce…

Tak, Panie Jezu, najprościej jest umyć ręce. Najprościej jest zostawić to wszystko, co jest trudne, gdzieś z boku. Przymknąć oko, przecież nic się nie stanie. Nic się nie stanie gdy mój syn pogra sobie w jakąś krwawą gierkę. Nic się nie stanie gdy dzieciaki będą wpatrywać się godzinami w ekran smartfona, siedzieć pół dnia na Facebooku. Nic się nie stanie jak moja żona przytarga do domu po raz kolejny ciężkie zakupy. Nic się nie stanie jak sobie gdzieś tam sama haruje w domu, sama ogarnie dzieciaki. Przecież ja przyszedłem do domu zmęczony z pracy, muszę sobie odpocząć.

A tak właściwie, to cóż ja w ogóle mogę zrobić? Aborcja, in vitro, homoseksualizm, edukacja seksualna w szkołach. Cóż ja mogę z tym zrobić? Po cóż w ogóle głos zabierać w tej kwestii? Świat jest postępowy, wie lepiej. Ja? Ja nic złego tutaj nie robię. Przecież ja w ogóle tego nie wymyśliłem! To nie ja ponoszę za to odpowiedzialność. To nie ja! Może nawet mi się to nie podoba. Wiem, że to jest złe, no ale oni tak głośno krzyczą, tak głośno się tego domagają. A przecież najważniejszy jest święty spokój! Święty spokój… Tylko czy on rzeczywiście jest taki święty?

 

Stacja 6. Pan Jezus biczowany i ukoronowany cierniem

Piłat nie widział w Tobie żadnej winy ale na wszelki wypadek kazał Cię ubiczować. Może to był jakaś nieudolna próba ocalenia Ciebie? Ale, Panie Jezu, Ty dostałeś się w ręce oprawców, którzy czerpali przyjemność z zadawania bólu. Katowali Cię, uderzali biczem, który rozrywał Twoje ciało. Zadawali Ci głębokie, bolesne rany. Cieszyło ich to bardzo. Słyszeli, że ponoć jesteś królem. Królowi należy się korona. Jakże by to tak, bez korony? Ale musi ona pasować do wystroju. Dlatego właśnie te ciernie. Ciernie, które wbiły Ci się w głowę, ukoronowały Ciebie.

Panie Jezu, to była korona cierniowa, ale to była korona prawdziwego króla. Króla, który swoje życie oddaje za swój lud, który troszczy się bardziej o niego niż samego siebie. Tak, Panie Jezu, pobity, pokrwawiony, w cierniowej koronie na głowie, opluty, znieważony. Panie, wtedy właśnie byłeś wielki. Pokazałeś godność królewską. Tak, Panie Jezu! Mój Królu! Mój Zbawicielu!

A ja? Panie Jezu, naucz mnie tego, bym potrafił tak się poświęcić dla rodziny. Żebym kiedyś styrany, zmęczony, stanął szczęśliwy, uśmiechnięty, radosny wśród mojej rodziny, która będzie przepełniona Twoją siłą, Twoją mocą, Twoim Duchem.

Takiś wierzący? Takiś wierzący? Tak, będą mnie wyśmiewać. Jezu daj mi cierpliwie znosić krzywdy, których doświadczam od innych. Daj mi cierpliwie znosić zniewagi, które zadają mi w Twoje imię, gdy staję w obronie wartości, w obronie mojej rodziny, jej czystości i świętości. Daj mi, Panie, z taką cierpliwością jak Ty, znosić ból, cierpienie, zniewagi. Daj mi, wreszcie, stanąć z podniesioną głową, jako Twój brat, syn Ojca, dziedzic Bożego Królestwa!

 

Stacja 7. Jezus bierze krzyż na swe ramiona

Panie Jezu, wymęczony, znieważony, pobity bierzesz na swoje ramiona narzędzie zbrodni, na którym zostaniesz zabity. Wiesz jaki czeka Cię los, wiesz jaki trud Cię czeka ale Ty bierzesz ten krzyż i idziesz. Idziesz niosąc go, na swoich ramionach dźwigając nasze grzechy. Panie Jezu, Ty powiedziałeś: kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech każdego dnia bierze SWÓJ krzyż i niech mnie naśladuje.

Panie Jezu, staram się dźwigać ten mój krzyż, staram się iść przez życie, biorąc odpowiedzialność za te wszystkie role, które mi powierzasz ale nie zawsze mi to wychodzi. Panie Jezu, daj mi siłę, daj mi moc, bym potrafił dźwignąć ten krzyż. Być dobrym mężem, być dobrym ojcem, być dobrym pracownikiem, dobrym człowiekiem. Przede wszystkim być blisko Ciebie. Panie Jezu, nie raz uciekam od odpowiedzialności, nie raz się chowam gdzieś, ukrywam, odtrącam ten krzyż, który leży na mojej drodze, chcę go ominąć.

A Ty mówisz do mnie: „Idź za mną! Weź SWÓJ krzyż. To nie jest mój krzyż”, mówisz Jezu, „nie każę Ci nieść grzechów całego świata – Ja już to zrobiłem, zaniosłem, zgładziłem grzech. Wyzwoliłem Cię. Ale Ty musisz chcieć z tego skorzystać. Dlatego weź swój krzyż, bierz go każdego dnia i idź za mną. Nie poddawaj się. Nie poddawaj się! Ja ci pomogę, dam ci siłę. Tylko chciej iść! Bo z każdym krokiem, będąc blisko mnie, będziesz stawał się coraz bardziej święty. Za tobą pójdą inni. Za tobą pójdzie twoja żona, twoje dzieci, twoja rodzina, twoi znajomi. Pokaz im, że potrafisz nieść każdego dnia swój krzyż i mnie naśladować. A oni pójdą za tobą. Dojdziesz do celu. Twoim celem nie jest Golgota, to był mój cel”, mówisz Jezu, „to JA tam miałem dojść. I doszedłem. Ty idziesz gdzie indziej. Ty idziesz do pięknego wspaniałego świata. Ty idziesz na spotkanie ze mną! Więc weź swój krzyż z ochotą, z odwagą, bez lęku! Ja cię poprowadzę, dodam ci sił. Tylko go weź i idź! I mnie naśladuj”.

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”.

 

Stacja 8. Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

Panie Jezu, wierzę, że to nie był przypadek. Ktoś z żołnierzy, można by rzec – Twoich oprawców, ale ktoś z nich może poczuł żal, litość, stwierdził, że potrzebujesz pomocy. Dlatego przymusił Szymona Cyrenejczyka, żeby pomógł Ci nieść krzyż przez jakiś czas. Może to było właśnie dla Szymona? Żeby mógł Cię odkryć, dotknąć Cię, Twojej obecności. Mieć udział w Twojej męce, Twojej drodze. Panie Jezu, daj mi rozpoznać taki czas, kiedy będę musiał wziąć udział w Twoim cierpieniu, Twojej drodze. Kiedy dotknie mnie jakiś trud, może jakaś choroba, może jakaś wielka trudność, tragedia w rodzinie. Kiedy poczuję wielki ciężar. Daj mi odkryć, że właśnie dźwigam ten krzyż, że to nie jest przypadek. Że może w ten sposób chcesz mi coś powiedzieć? Może w ten sposób chcesz, bym dotknął tej tajemnicy Twojej męki? Panie, daj mi wtedy siłę żebym podołał temu zadaniu.

Panie Jezu, wiem, że Ty byłbyś w stanie sam zanieść ten krzyż na Golgotę. Wiem, że miałbyś siłę to zrobić. Ale Ty pozwoliłeś komuś sobie pomóc. Przyjąłeś tą pomoc. Panie Jezu, daj mi wyjść ponad moją pychę. Naucz mnie przyjmować pomoc innych. Naucz mnie, że jest głupotą myśleć, że wszystko najlepiej mogę zrobić tylko ja sam. Że tak jak ja coś zrobię, nikt inny tak dobrze tego nie zrobi. Naucz mnie przyjmować pomoc innych. Naucz mnie odzyskiwać też czas, który dzięki takiej pomocy mogę przekazać dla moich bliskich, dla mojej rodziny, dla budowania Twego Królestwa na ziemi. Naucz mnie, że przyjmowanie pomocy nie jest oznaką mojej słabości, ale że to jest właśnie mądrość, którą Ty dajesz. Oddać część odpowiedzialności moim dzieciom, dzięki czemu mogę nauczyć je odpowiedzialności za różne rzeczy w domu i późniejszym życiu. Oddać część moim współpracownikom, dzięki czemu może i oni dostąpią jakiejś większej chwały. Może to dzięki temu uwierzą we własne możliwości? Może to pomoże im odzyskać godność?

Stacja 9. Jezus spotyka niewiasty jerozolimskie

Dlaczego płaczecie? „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!”. Panie Jezu, to nie jest tak, że Ty byłeś taki zatwardziały, zacięty w tej drodze, którą kroczyłeś. Na pewno przyjmowałeś szczere współczucie ale nie chciałeś by ktoś zwyczajowo Cię opłakiwał, żeby ronił łzy gdzieś na zewnątrz a jego serce zostało nie poruszone. Nie chciałeś by nadal trwał w swoim nie zmienionym życiu. „Płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!” Panie Jezu, daj mi odkryć co sprawia, że powinienem płakać nad sobą? Co sprawia, że moja matka powinna płakać nade mną? Co sprawia, że moja żona powinna płakać nade mną? Co sprawia, że moja córka, że moje dzieci, powinny płakać nade mną? Panie Jezu, pomóż mi zajrzeć do mojego serca. Pomóż mi odkryć to, czego ja sam nie chcę odkryć, czego ja sam unikam. Panie Jezu, pomóż mi odnaleźć to, co powoduje, że ktoś nade mną płacze. Pomóż mi to wyciągnąć i oddać Tobie. Oddać Tobie na krzyż. Oddać Tobie, żebyś Ty to pokonał.

 

Stacja 10. Jezus przybity do krzyża

Bracie, spójrz na krzyż. Leży na nim Jezus. Umęczony. Chwila wytchnienia. Spójrz na rozpostarte ręce. Zobacz jak w nadgarstki wbijają gwoździe. Bracie, wyobraź sobie ten ból, kiedy zimny metal przebija skórę, kruszy kości, by wbić się w milczące drewno. Bracie, pomyśl – te gwoździe, to Twój grzech! To Twój grzech przybija Jezusa do krzyża! To Twój grzech zadaje mu ten ból i cierpienie. Twoimi grzechami Jezus został przybity do krzyża.

Bracie, zastanów się nad swoim życiem, zastanów się nad Twoim grzechem! Ile tego jest? Jak długo to trwa? Ile jeszcze?

Co skrywasz w swoim sercu? Co skrywasz w swoim sercu? Nałogi, zniewolenia? Jak patrzysz na kobietę, na swoją żonę? Może jest dla Ciebie tylko przedmiotem spełnienia swoich żądz? Jak patrzysz na inne kobiety? Czy widzisz w nich człowieka, chwałę Bożego stworzenia? Czy może przedmiot seksualnego pożądania? A może pornografię uważasz za coś zupełnie normalnego, element rozrywki? A może ta butelka alkoholu jest czymś, co nie chce Cię wypuścić ze swych objęć? Nie widzisz innego sposobu dobrego spędzania czasu ze swoimi przyjaciółmi? Dajesz fałszywe świadectwo dzieciom, które muszą patrzeć na pijanego ojca? A może nie możesz pozbyć się nałogu palenia papierosów? Może wciąga Cię na całe godziny internet i telewizja? A może… sam dodaj sobie, co jeszcze może Cię zniewalać.

A może brak Ci cierpliwości do dzieci? Traktujesz je jak poddanych, bez szacunku? A może swoją żonę traktujesz jak służącą a nie jako część Ciebie, dar od Boga? Może poniżasz, może przeklinasz ludzi? Może czujesz się lepszy od innych? A może odrzucasz Boga i nie wpuszczasz go wszędzie a tylko tam, gdzie Ci wygodnie?

Bracie, Twój grzech przybija Jezusa do krzyża! Wyrzuć go wreszcie – wyrzuć ten grzech ze swojego życia! Weź ten gwóźdź. Weź ten gwóźdź i wbij go teraz – zostaw ten grzech na krzyżu. Zostaw go, bo Twój Bóg, Twój zbawiciel, Jezus Chrystus – On po to właśnie przyszedł, żeby Cię z niego uwolnić. I zapłacił za to wysoką cenę. Zrozum to! Wbij ten gwóźdź w krzyż, na którym leży Jezus i przestań wreszcie grzeszyć! Doceń to, co On zrobił dla Ciebie! I przestań wreszcie grzeszyć!

 

Stacja 11. Jezus obiecuje swoje królestwo żałującemu łotrowi

Bracie, spójrz w jakim towarzystwie umiera Jezus. Spójrz, po lewej i prawej stronie wiszą zwykli bandyci. Pośrodku nich umiera nasz zbawiciel. Ale spójrz na tą niesamowitą scenę: otóż jeden z nich uznał swój grzech, uznał podłość swych czynów i prosi, prosi Jezusa. Prosi o przebaczenie. Uwierzył w Niego, uwierzył, że jest sprawiedliwy i uwierzył, że umiera ale że śmierć, to jest tylko pewien etap. To jest etap przejścia do Bożego Królestwa. I pragnie znaleźć się tam razem z Jezusem. Bracie spójrz, on tu wisi na krzyżu i prosi o przebaczenie. A Judasz? Judasz też wisi, ale w swoim potępieniu. Nie chciał, nie potrafił skorzystać z Bożej łaski, z Jego miłosierdzia jak skorzystał ten łotr, który wisi na krzyżu obok Jezusa.

Bracie, pamiętaj. Zawsze! Zawsze o tym pamiętaj! Nigdy nie pozwól sobie o tym zapomnieć, że w najgorszym nawet grzechu, w najgorszym nawet upodleniu, choćbyś zrobił najgorszą z możliwych rzeczy na świecie, On zawsze jest i czeka! Jezus zawsze jest przy Tobie i czeka, wybacza! Chce Twojego dobra, chce Cię widzieć w swoim Królestwie. Nie zapomnij o tym!

Stacja 12. Matka i umiłowany uczeń pod krzyżem Jezusa

Jezus wie, że Jan potrzebuje kogoś, kto się nim zaopiekuje gdy Jezus odejdzie. Jezus wie, że Maryja, ma tak wielkie serce, że chce zaopiekować się nie tylko Jezusem. „Niewiasto, oto syn Twój”. „Oto Matka Twoja”. Oto Jan, młody Kościół, rodzący się Kościół Chrystusowy. Oto Maryja, matka tego Kościoła. Nasza matka. Przyjmij tę matczyną troskliwość Maryi. Uznaj ją za swoją matkę. To nie jest tak, że to wynika z tradycji Kościoła, że gdzieś tam sobie kiedyś ktoś coś wymyślił. Że ta cześć Maryi to taki katolicki pomysł, jak to mówią protestanci. To Bóg Twój – Jezus, umierając na krzyżu dał nam Maryję jako naszą matkę. To On to ustanowił i miał ku temu ważny powód. Więc przyjmij to, że Maryja jest Twoją matką. Może jest jedyną matką jaką masz, jaką miałeś. Na pewno jest tą najlepszą, tym wzorem matki, na której możesz się oprzeć, do której możesz się zwrócić, która pomoże Ci uleczyć twoje rany. Wypełnić braki. Napełnić miłością, której może kiedyś Ci zabrakło. Bracie, oto Matka twoja!

 

Stacja 13. Jezus umiera na krzyżu

„Wykonało się!”. Tak, bracie, wykonało się. Jezus umarł, oddał swoje życie za Ciebie, za mnie, za nas wszystkich. Dał się ukrzyżować i ukrzyżował nasz grzech. Pokonał go! Oddał za nas Swoje życie. Bracie, wsłuchaj się teraz w psalm 22, który kilka wieków wcześniej został napisany właśnie dla Jezusa. To jest psalm, który w Izraelu odmawiano nad umierającym, a którego nie odmówiono nad Jezusem. Jezus sam odmówił go nad sobą.

Psalm 22

Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?
Daleko od mego Wybawcy słowa mego jęku.
Boże mój, wołam przez dzień, a nie odpowiadasz,
[wołam] i nocą, a nie zaznaję pokoju.
A przecież Ty mieszkasz w świątyni,
Chwało Izraela!
Tobie zaufali nasi przodkowie,
zaufali, a Tyś ich uwolnił;
do Ciebie wołali i zostali zbawieni,
Tobie ufali i nie doznali wstydu.
Ja zaś jestem robak, a nie człowiek,
pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu.
Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą,
rozwierają wargi, potrząsają głową:
«Zaufał Panu, niechże go wyzwoli,
niechże go wyrwie, jeśli go miłuje».
Ty mnie zaiste wydobyłeś z matczynego łona;
Ty mnie czyniłeś bezpiecznym u piersi mej matki.
Tobie mnie poruczono przed urodzeniem,
Ty jesteś moim Bogiem od łona mojej matki,
Nie stój z dala ode mnie, bo klęska jest blisko,
a nie ma wspomożyciela.
Otacza mnie mnóstwo cielców,
osaczają mnie byki Baszanu.
Rozwierają przeciwko mnie swoje paszcze,
jak lew drapieżny i ryczący.
Rozlany jestem jak woda
i rozłączają się wszystkie moje kości;
jak wosk się staje moje serce,
we wnętrzu moim topnieje.
Moje gardło suche jak skorupa,
język mój przywiera do podniebienia,
kładziesz mnie w prochu śmierci.
Bo [sfora] psów mnie opada,
osacza mnie zgraja złoczyńców.
Przebodli ręce i nogi moje,
policzyć mogę wszystkie moje kości.
A oni się wpatrują, sycą mym widokiem;
moje szaty dzielą między siebie
i los rzucają o moją suknię.
Ty zaś, o Panie, nie stój z daleka;
Pomocy moja, spiesz mi na ratunek!
Ocal od miecza moje życie,
z psich pazurów wyrwij moje jedyne dobro,
wybaw mnie od lwiej paszczęki
i od rogów bawolich – wysłuchaj mnie!
Będę głosił imię Twoje swym braciom
i chwalić Cię będę pośród zgromadzenia:
«Chwalcie Pana wy, co się Go boicie,
sławcie Go, całe potomstwo Jakuba;
bójcie się Go, całe potomstwo Izraela!
Bo On nie wzgardził ani się nie brzydził nędzą biedaka,
ani nie ukrył przed nim swojego oblicza
i wysłuchał go, kiedy ten zawołał do Niego».
Dzięki Tobie moja pieśń pochwalna płynie w wielkim zgromadzeniu.
Śluby me wypełnię wobec bojących się Jego.
Ubodzy będą jedli i nasycą się,
chwalić będą Pana ci, którzy Go szukają.
«Niech serca ich żyją na wieki».
Przypomną sobie i wrócą
do Pana wszystkie krańce ziemi;
i oddadzą Mu pokłon
wszystkie szczepy pogańskie,
bo władza królewska należy do Pana
i On panuje nad narodami.
Tylko Jemu oddadzą pokłon wszyscy, co śpią w ziemi,
przed Nim zegną się wszyscy, którzy w proch zstępują.
A moja dusza będzie żyła dla Niego,
potomstwo moje Jemu będzie służyć,
opowie o Panu pokoleniu przyszłemu,
a sprawiedliwość Jego ogłoszą ludowi, który się narodzi:
«Pan to uczynił».

Stacja 14. Jezus zdjęty z krzyża i złożony do grobu

Umęczone ciało Jezusa wreszcie zaznaje spoczynku. Twoja męka, Jezu, się zakończyła. Teraz chłodny grób przyjmuje Twoje ciało. Zapanowała cisza i spokój. Ale to nie koniec. To dopiero początek wspaniałego i cudownego życia, które Ty swoją męką nam zagwarantowałeś. Grób nie jest końcem, grób to tylko przystanek na drodze ku ostatecznemu celowi – zjednoczeniu z Tobą, dołączeniu do Twojego Królestwa świętych.

Panie, Jezu spraw, aby grób naszego życia, aby to święte, co w nas, w naszym życiu, zostało pogrzebane, zmartwychwstało. Spraw, Panie Jezu, byśmy potrafili z nadzieją patrzeć na grób, na śmierć, bo Ty Panie smutek zamieniasz w radość, a lament w taniec.

Dziękuję Ci, Jezu, za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. Dziękuję Ci, że zgodziłeś się na wolę Ojca. Że podjąłeś ten trud. I że zwyciężyłeś! Że zwyciężyłeś grzech, i że z nadzieją mogę patrzeć na każdą chwilę, na każde miejsce, gdzie w moim życiu widzę grób, koniec. Dziękuję Ci, bo mam pewność, że dzięki Tobie zmartwychwstanę.

Bądź uwielbiony, Jezu!

 

 

Comments are closed.